Dropa
kapela góralska opony yokohama wypożyczalnia samochodów kraków

Dropa również Dropowie, Drok-pa, Dzopa, Dzopowie (chiński: 杜立巴) to imię pochodzącej rzekomo z kosmosu rasy karłowatych obcych, którzy wylądowali obok granicy chińsko-tybetańskiej dookoła 12000 lat temu. Brak jakichkolwiek potwierdzonych dowodów, że takie istoty istniały dodatkowo że miało obszar takie lądowanie.

Wedle tego, co twierdził Chi Pu Tei (chiński: 齊福泰), profesor archeologii na Uniwersytecie Pekińskim, w środku roku 1938 płeć brzydka również jego studenci wyruszyli na ekspedycję, mającą na celu zbadanie jaskiń do wnętrza paśmie Bajan Kara Ula do wnętrza Himalajach, obok chińskiej prowincji Qinghai. Jaskinie wydawały się spinać plus sporządzać szyk tuneli również podziemnych magazynów. Mówi się, że ściany miały przekrój prostokątny również pokryte uprzedni czymś wewnątrz rodzaju szkliwa, jak gdyby wcześniejszy wycięte do wnętrza górze wobec pomocy wysokiej temperatury.

W odosobnionych górach Baian Kara Ula, na granicy Tybetu z Chinami zostało odkryte niecodzienne znalezisko. W niedostępnych grotach i jaskiniach znaleziono 716 grobów, zawierających szkielety niskich istot, sięgających 120cm., o nieprawdopodobnie powiększonej czaszce. Przy każdym stanowisku znaleziono tajemniczy dysk. Pewien uczony chiński rozszyfrował przesłanie z dysku, i twierdzi, że zawiera ono wiadomość od przybyszów z kosmosu dla przyszłych pokoleń. Co tajemniczego kryją w sobie góry Baian Kara Ula?

W ostatnich promieniach zachodzącego słońca myśliwi odziani w skóry dzikich zwierząt szykują się do polowania. Ostro zakończone kije utwardzone w płomieniach ogniska, maczugi zakończone przywiązanym rzemieniami kamieniem, kawałki ostrej skały. Czarownik plemienia daje ostatnie wskazówki i wyruszają. W zapadającym mroku ledwo widać ludzkie cienie cicho skradające się po dnie kotliny malowniczo położonej wśród wysokich szczytowa Baian-Kara-Ula.

Upatrzonego jelenia nagle płoszy straszny gwizd i oślepiające światło pojawiające się na nieboskłonie. Myśliwi staja zaskoczeni, czyżby burza? Ale to nie burza, gwizd jest coraz głośniejszy, przechodzi w ogłuszający huk, zbliża się do kotliny w straszliwym tempie. Jasność staje się nie do zniesienia, olbrzymia biało płonąca kula przebija chmury i opada w kierunku ziemi znikając po chwili za pobliskimi pagórkami.